URODZIŁAM!

Po tygodniu największych zmian w moim życiu, wreszcie wracam do codzienności:) Właściwie to należałoby stwierdzić, że znowu wpadam w rytm, bo pojawienie się pierwszego dziecka w życiu to przewrócenie świata do góry nogami. Pewnie nie raz to słyszałyście, Ameryki nie odkryłam, natomiast naprawdę trzeba to przeżyć, żeby wiedzieć o czym mowa… Przed porodem zastanawiałam się, czy napisać post, jak ja to wszystko widzę, jakie są moje oczekiwania. Zdecydowałam się nie pisać, bo sama nie wiedziałam, czego się spodziewać, oprócz olbrzymich emocji, bólu i miłości, a to za krótkie na post;) Najlepiej opowiedzieć swoje przeżycia. 
Niektórzy powiedzą, że cesarskie cięcie to nie poród. Zdecydowanie się nie zgodzę. To trudne, ale najpiękniejsze doświadczenie w moim życiu! Może zwariowałam, ale ja bardzo chciałam cesarkę dla bezpieczeństwa mojego dziecka. Okazało się, że moje obawy i intuicja były słuszne. Miałam kilka wskazań do cesarskiego cięcia, a jak się później okazało, nawet więcej niż myślałam. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i moja Pchełka (ważyła tylko ponad 2,5kg), leży spokojnie obok mnie. Samo cięcie i wydobycie dziecka z brzucha trwa kilka minut. Przygotowanie, czyli zastrzyk znieczulający, też. Bólu nie ma, ale jest nieprzyjemne bujanie i szarpanie, wyobraźnia działa. Moment, gdy leżąc za parawanem słyszysz płacz swojego dziecka, a potem podają Ci go do całowania, jest do zapamiętania na całe życie, wow. Płakałam jak bóbr, a dzielny tatuś nagrywał wszystko:) Maluszka zabrali do mierzenia i mycia, a mnie oczyszczali i zszywali jeszcze z 15 minut. W sumie cały poród trwał około pół godziny. Ból pojawia się, gdy schodzi znieczulenie, ale uwierzcie, ja go wcale nie pamiętam, nawet nie chciałam już znieczulenia kolejnego dnia. Jeśli wstaniesz ok. 12h po cięciu, szybko dojdziesz do siebie. Następnego dnia na adrenalinie ciągle skakałam wokół mojego Smyka, jakby nie było żadnej operacji. Ślad po cięciu już teraz ledwo widać, więc myślę, że za pół roku o bliźnie zapomnę. Nie bójcie się cesarki. Rekonwalescencja jest z pewnością nieco dłuższa niż po naturalnym porodzie, ale ja wcale nie myślę tydzień po urodzeniu biegać na siłkę. Połóg tak, czy inaczej, trwa około 6 tygodni i tyle należy dać sobie czasu odpoczynku. Przed porodem warto przygotować zestaw pierwszego ubranka dla dziecka. Jeśli zostawicie to ojcu, może być masakra, szczególnie, jeśli nie wie, co i gdzie jest w torbie, albo jak wygląda pajac. Potrzebna jest pielucha, body, pajac, koc i rożek. Tak ubierają noworodki, żeby nadal miały te 37 stopni ciepła. Inaczej trzęsą się jak galarety. Mamie przydaje się koszula nocna rozpinana, stanik do karmienia, majtki poporodowe i wkłady (konieczne!), kapcie. Nabrałam dużo rzeczy, a potrzebne były w sumie tylko te wymienione dla mnie i dziecka (plus zmiany). 
Co mnie zdziwiło w szpitalu? Byłam przerażona, że codziennie, kilka obcych ludzi przychodzi do Ciebie i z zaskoczenia ciągnie za sutki jak krowę. Sprawdzają pokarm, wiadomo. Niestety jest to bolesne, stresujące i zniechęcające, tym bardziej, że dochodzi do tego Twój mały Ssak, który nie potrafi jeszcze jeść z piersi i rani Ci sutki. Karmienie jest czymś dużo trudniejszym niż myślałam. Psychicznie i fizycznie, mimo, że miałam do pomocy swoją położną i doradcę laktacyjnego ze szpitala. Co znaczy „swoją położną”? Zdecydowałam się wynająć panią do pomocy na pierwszą noc po cesarce, bo jak ja będę wstawać do dziecka? Dostajesz dzidziusia i masz się nim zaopiekować. Położne na dyżurze, niestety, bardzo mało pomagają, bo mają co robić, a wynajęta jest tylko z Tobą i dzieckiem, nawet śpi koło Ciebie. Gdy moja położna pojechała, poczułam, że zderzyłam się ze ścianą. Ogarnęło mnie przerażenie. Mój Maluszek ważył tylko 2,5 kg, żywa lalka, bałam się go dotkąć, tym bardziej przewijać, pielęgnować pępek. Jego płacz z zimna, gdy go przebierałam, łamał mi serce. Potem się przyzwyczaiłam, ale nie było to łatwe. Powrót do domu to kolejne zderzenie ze ścianą, bo nawet jeśli dobrze się przygotowałaś, ta sytuacja Cię przeraża i panuje lekki chaos. Czy sobie poradzę? Jak będzie w nocy? Czy będzie płakał? W razie potrzeby lekarz, czy pielęgniarka, już nie pomoże. Nie było tak źle. Drugi i trzeci dzień to już luzik. Grunt to przetrwać pierwszy tydzień, czyli szpital i powrót do domu. Nocki lekkie nie są. Nawet jeśli noworodek tylko je, śpi i mało płacze jak mój, to trzeba wstać, przewinąć (często się chłopak zalewał) i go nakarmić. Jeśli po jedzeniu zbierze się za dużo powietrza w brzuszku albo akurat w nocy idzie dwójka, długie i cierpliwe tulenie jest niezbędne. Do niewyspania można się przyzwyczaić, wtedy człowiek przestaje się potykać o własne nogi w nocy. Na szczęście czasem tatuś zabiera syna na nockę i wtedy matka ma wypasioną noc regeneracyjną;)
Jeżeli przygotowujesz się do narodzin pierwszego dziecka, warto wiedzieć, że tuż po powrocie do domu, trzeba się zarejestrować w jednej z pobliskich placówek zdrowia. Nie musi to być publiczna przychodnia, bo prywatne też często mają umowę z NFZ. W urzędzie stanu cywilnego rejestruje się nowego obywatela w celu nadania peselu, ale w przychodni pesel można donieść później. Raz w tygodniu, po rejestracji w przychodni, odwiedzi Cię w domu położna. Przyjdzie też wybrany w placówce pediatra, więc w czasie, kiedy jeszcze nie wychodzicie z domu, fachowe oko oceni rozwój Twojego dziecka i da cenne wskazówki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorce

Ciąża to wielkie wyzwanie dla każdej z nas, dla mnie stała się na tyle inspirująca, żeby założyć bloga i dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Na co dzień jestem prezenterką TV i fit freakiem, przez co postanowiłam wykształcić się też w kierunku fitnessu i sportowego managementu. Obecnie dzielę się swoją pasją prowadząc projekt sportowy dla kobiet 'Babki w formie', a także fundacje prozdrowotną dla mam i dzieci "PIPPI'. Zapraszam serdecznie na mojego bloga:)! NATALIA JAKUŁA

Instagram